Junot Díaz daje sagę - egzotyczną i dość niesamowitą, przekrój przez trzy pokolenia i wiele przejawów klątwy (a może życia; "Jeżeli chcecie znać moje zdanie, takie rzeczy jak klątwy nie istnieją. Istnieje tylko życie" - powiedziała Lola).
Więc historia rodziny Cabral (później de Leon), a przy okazji potężny kawał historii Dominikany (w kilometrowych przypisach i gdzieś w tle), ale podanej lekko i ze świadomością, że dla reszty świata Dominikana właściwie nic nie znaczy.
Nie wiedzieliście, że byliśmy pod okupacją dwukrotnie w dwudziestym wieku? Nie przejmujcie się, wasze dzieci też nie będą wiedzieć, że Amerykanie okupowali Irak.
Wszystko pachnie upałem, poprzetykane jest fantastyką (dobrze wiedzieć coś o Tolkienie i komiksach Marvela) i hiszpańskimi słowami, przesiąknięte dominikańską kulturą i historią. Prawdziwa wycieczka na Antyle.
I po raz kolejny zachwyciłam się wydaniem książki przez Znak. Świetnie pasują do niego słowa profesora Lidenbrocka:
Patrz (...) czy nie jest piękna? Tak, jest cudowna! A co za oprawa! Czy ta książka łatwo się otwiera? Tak, ponieważ pozostaje otwarta na dowolnej stronie! Lecz czy równie dobrze się zamyka? Tak, gdyż okładka i kartki tworzą całość i w żadnym miejscu nie oddzielają się ani nie wystają!
Za książkę jeszcze raz dziękuję Joannie, była świetna na jesień.
3 października 2013
Zdjęcie okładki pochodzi ze strony wydawnictwa Znak.
