Podobno Khalil Gibran to miłość, bunt i wolność. Ja w nim widzę jeszcze głęboką wiarę w przyrodę, zresztą wiarę w ogóle. A w Połamanych skrzydłach najpiękniejszą z modlitw.
Zlituj się Panie i daj siłę wszystkim połamanym skrzydłom.
I widziałam w tym Teheran z Kurczaka ze śliwkami, a w Salmie - Irâne. I widziałabym to jako oniryczny film krótkometrażowy, koniecznie niemy, koniecznie z muzyką na skrzypcach.
W literaturze skandynawskiej podoba mi się to, że nie odchodzi od swoich strachów, że nawet jak nie są wprost, to gdzieś tam pod skórą. I szkoda mi, że nie ma tego w literaturze arabskiej, tego zachowania korzeni. Że literatura, która wyrosła z poezji, dzisiaj sprowadza się w zasadzie do historii tych biednych kobiet. A przecież można by nawet o nich pisać poezją, jak Khalil Gibran.
Jestem tylko zawiedziona wydaniem. Prześliczna okładka, ciekawy format, ale w środku - źle sformatowany tekst, na kilku stronach prześwitujący druk, a samą książkę źle się trzyma. Chociaż i tak dobrze, że po tych stu latach wreszcie ktoś Połamane skrzydła przetłumaczył.
13 września 2013
Zdjęcie okładki książki pochodzi ze strony wydawnictwa Barbelo, a zdjęcie Irâne z serwisu Filmweb.

