Zusak pisze o wojnie. Chciałabym, żeby tak pisano o wojnie, tak po ludzku. Bo to chyba najlepszy sposób na jej oswojenie, bez pompy i nadęcia. I bez gloryfikacji cierpienia. Tak zwyczajnie.
Podobały mi się nietłumaczone niemieckie wstawki. Powiedziane innymi słowami, ale nietłumaczone. Trochę to jak francuski u Gałczyńskiego, którego nie mogłam zrozumieć, trochę jak piosenki jazzowe u Cortázara, uśmiechałam się.
Wciągnęłam się, wzruszyłam się. Dobra, porządnie napisana książka. Żadna miłość - ale dużo sympatii.
13 maja 2013