sobota, 1 marca 2014

Tyle zimy

Co nic. Tyle zimy, co nic. I jeszcze przeszła błyskawicznie, najpierw grudzień raz-dwa, potem styczeń i luty jeszcze szybciej. Czas przyspiesza, świat idzie naprzód, nie ma innego wytłumaczenia.

Było dość polsko - Pilch, Bator, Springer. Poza tym po razie Hiszpania, Japonia, Niemcy, Anglia, Francja (dwa ostatnie to Dziwny przypadek psa nocną porą i Niebezpieczne związki, jeszcze mi ślina coś na język przyniesie).
Razem osiem. O rany. Wynik taki jaka zima.

Za to poznałam Murakamiego i Norwegian Wood zdobywa tytuł Odkrycia zimy, a i ma spore szanse na zostanie Odkryciem roku. 

Zdjęcie pochodzi z serwisu weheartit.com

niedziela, 23 lutego 2014

Wanna z kolumnadą

Chodź, opowiem ci, co to ład przestrzenny. To takie zagospodarowanie przestrzeni, żeby było ładnie i funkcjonalnie, ale na które zawsze brakuje pieniędzy albo wyobraźni.
Ład przestrzenny to jest coś, o czym każdy w Polsce słyszał, ale nikt od dawna tego nie widział.
Chodź, opowiem ci, co to historia. To jest to, czym dostajesz po oczach, kiedy jeździsz po kraju. Tylko w najgorszej formie, tandetnej i adaptowanej.
Chodź, opowiem ci, co znaczy słowo ładnie. To jest to coś, w czym nigdy nie dojdziemy do zgody. Szczególnie z architektami i urbanistami.
Chodź, opowiem ci, co to krajobraz. Zresztą, przecież każdy to wie, tylko kto by się nim przejmował?
Chodź, opowiem ci, co to odpowiedzialność za miasta, ulice, ich estetykę i funkcjonalność. To to coś, co na tobie ciąży, a o czym całkiem zapominasz.

Myślałam, że to bardziej dowcip, trochę śmiechu i delikatny wtór do delikatnych narzekań - a to książka całkiem na serio, tak serio, że momentami boli. Od otwarcia oczu i od prawdy, bo to wszystko jest koło mnie, tuż tuż.

Kumple mojego brata mieszkają na osiedlach w szczerym polu, skąd do sklepu daleko, do szkoły daleko, do kościoła kilka kilometrów. Odra zarasta, otwieranie śluz jest dyktowane kalendarzem a nie pogodą, kanał miejski to muł i trzciny, a na terenach zalewowych wciąż są budowane domy. Obok mieszkania chłopaka jest strzeżone osiedle (płot wysoki, a jakże), przez które czasem chodzę dla skrócenia drogi. Mieszkańcy z kamienicy przy Kazimierza Wielkiego nie chcieli zdjęcia bilbordu po zakończeniu remontu, bo woleli pieniądze za zasłonięte okna. I mogłabym tak dalej podawać przykłady obserwacji Filipa Springera, a przecież nie zwracałam na to specjalnej uwagi.

Książka zostawila mnie z okropnym uczuciem niesmaku, ale nie po tym, co przeczytałam, ale po tym, co widzę dookoła. Otworzyła oczy jeszcze szerzej, pokierowała wzork na parę spraw. Oby nie tylko mój.


Bože, Bože - řekl bílý králík.
23 lutego 2014
Zdjęcie pochodzi ze strony wydawnictwa Czarne.

czwartek, 13 lutego 2014

Pachnidło

Wiek osiemnasty był wiekiem smrodu. I, rzecz jasna, najbardziej śmierdziało w Paryżu. I, rzecz jasna, o smród i zapach w tym wszystkim chodzi. I o dar.

Grenuille, brzydki, ale zdolny. Zdolny, ale niechciany. Niechciany, ale z wielką wolą walki. I tak się rodzą największe nieszczęścia. I najpiękniejsze pachnidło na świecie.

Pachnidło jest jak staroniemiecka baśń. Trzy słowa i od razu wpadłam w świat braci Grimm. Kolejne trzy słowa i jak dziecko zapomniałam o wszystkim innym.

U braci Grimm lubię to okrucieństwo (tak bardzo dziecięce). Tu też. W nieprzejmowaniu się złem, brudem i okrucieństwem jest coś strasznego i dość niesamowitego. W ludzkim traktowaniu (dla nas) nieludzkości.

Tylko w baśni zło powinno przegrać w sposób oczywisty, a tu nie mogę dojść, o co chodzi. Dlaczego każdy, kogo zostawiał Grenuille, źle kończył, możliwie najgorzej dla siebie? Dlaczego on sam tak skończył? I co w tym wszystkim Süskind ukrył? To chyba pierwsza książka, której porządne, naukowe opracowanie chciałabym przeczytać.

Pachnidło zawładnęło mną mocno. Prawie jak tamto pachnidło.

20 stycznia 2014
Zdjęcie okładki pochodzi ze strony książki na portalu LubimyCzytac.pl.

wtorek, 4 lutego 2014

Norwegian Wood

Po skończeniu książki przesłuchałam Norwegian Wood Beatlesów miliard razy. W kółko i w kółko, bo - chyba naprawdę - nic nie pasuje tak bardzo. I razem z głosem Lennona powoli docierało do mnie, co właśnie przeczytałam.

Watanabe, Naoko i Midori. Po pierwsze to, co widać - samobójstwa, wszechpotrzeba uczciwości, japońska codzienność przez kilka słów. Po drugie to, co rozbroiło moją głowę całkowicie - bezradność, ale nie bezradność całkowita, nie bezradność wobec determinizmu, ale wobec... przypadku?

Dla mnie to było lustro, które się roztrzaskało. Pękło z wielkim hukiem. Przesłuchałam Norwegian Wood Beatlesów miliard razy, bo trochę nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. A z głosem Lennona coraz mocniej docierało do mnie, co właśnie przeczytałam.

... isn't it good, norwegian wood?

27 stycznia 2014
Zdjęcie okładki pochodzi ze strony wydawnictwa Muza.

sobota, 25 stycznia 2014

Ciemno, prawie noc

Na Zamku Książ byłam raz. Była jesień, kręciły się koty, a ja - chociaż na krótko, to mocno - zakochałam się w księżnej Daisy. I teraz Bator obudziła we mnie dawne tęsknoty.

Może dlatego Ciemno, prawie noc przyciągnęło mnie tak mocno. A może dlatego, że to mocno kobieca książka, dziwnie delikatna jak na kryminał i całkiem nowa dla mnie klasa opowieści.

Joanna Bator pokazuje Wałbrzych, z którego zrobiła miasto legend i demonów. Pokazuje miasto brudu, biedy, tanich sensacji, zatrzymywanych dla siebie wspomnień, bo pełnych bólu, strachu i wątpliwości. Demony nasze historie opowiadają. I kawałek dobra zaplątany w to wszystko, malutki kawałek dobra.
Kawałek dobra, o który nie łatwo. Który nie łatwo jest zdobyć i na który nie łatwo się zdobyć.

Dziwi mnie to wrażenie delikatność, bo delikatności prawie w tym nie ma. Chociaż właściwie ta brutalność to tylko po wierzchu; dotkliwa, ale tylko po wierzchu. Obrzydliwa, ale tylko po wierzchu. Raz mnie uderzyło w głowę, ale nie bolało, bardziej byłam zdziwiona.

W ogóle cała książka jest mocno po wierzchu. Przyciągnęła mnie mocno, wracałam chętnie, ale książka się skończyła i przyciąganie też się skończyło. Nie, żeby czar prysł, ale coś się skończyło i w głowie pozostało nie za wiele. W sercu jeszcze mniej. Po tygodniu od skończenia pozostał obraz palmiarni i wrażenie przyjemnej książki. I ochota pojechania na Książ.

To pierwsza przeczytana przeze mnie książka nagrodzona Nike i zachodzę w głowę, czy zasłużyła. Nie wiem. Dobrze, że zwrócono na nią większą uwagę, bo uwagę zwrócić warto, zauważyć warto, przeczytać warto. Nie wiem tylko, czy jest po co wysilać się na zapamiętywanie. Język i tak zapamiętuje się sam, no a reszta.

Matka boska kura nioska co ma skrzydła dwa. Pod skrzydłami pod kołdrami niech pochowa nas.

17 stycznia 2014
Zdjęcie okładki pochodzi ze strony wydawnictwa W.A.B.

środa, 8 stycznia 2014

Mężczyzna, który tańczył tango

Nie przeszkadzało mi, że romans, bo głęboko wierzę, że wszystko da się dobrze napisać. I to mógłby być dowód - gdyby tylko wykorzystać potencjał.

Autor jest dziennikarzem. Autor napisał już kilka książek. Autor powinien być dobry, przynajmniej przyzwoity - a pisze jak siedemnastolatka. (Próbowałam zwalić na tłumaczkę, ale się nie da).
Autor miał w głowie coś niesamowitego, ale w ogóle sobie z tym nie poradził.

Bo historia jest przyjemna. Transatlantyk Cap Polonio, czar starego tanga granego bez znajomości nut dla dziwek i alfonsów, szachy, echa wojny domowej w Hiszpanii, kradzieże, dużo ładnie połaczonych ze sobą wątków, chociaż trochę za mocno rozciągniętych.

I jeżeli zaciśnie się zęby, można się zakochać. Jeżeli zignoruje się, że autor nie docenia swoich czytelników, że nie wierzy w ich wyobraźnię, przeszczegóławiając każdą scenę, że kręci się wokół tych samych słów, spostrzeżeń i gestów, że w kółko oczy koloru miodu, w kółko linia szyi, w kółko strząsanie popiołu na ziemię (jakby popielniczki nie istniały), w kółko ignorowanie mody. Jeżeli przymknie się oko na to, że nie dał szansy czytelnikowi wyłapać tych wszystkich subtelności i aluzji, które bohaterowie chwytali w lot, na dosyć nieudany obraz mody, na sztuczną już nawet nie zmysłowość (bo w całej książce najbardziej zmysłowa była używana przeze mnie zakładka, Egon Schiele przywieziony z Wiednia).

Jeżeli zaciśnie się zęby, może być ciekawie, bo to książka w swej nieambitności całkiem przyjemna, nieabsorbująca, dobra do czytania z doskoku. Jeżeli przebrnie się przez pierwsze sto stron (z pięćset trzydziestu) można się całkiem dobrze bawić.

7 stycznia 2014
Zdjęcie okładki pochodzi ze strony wydawnictwa Znak.

niedziela, 5 stycznia 2014

MMXIV

Postanowienia noworoczne to fajna rzecz. W zeszłym roku postanowiłam nie jeść czekolady, udało się - ani grama. W tym chcę się pobawić Lekcjami Madame Chic. I książkami troszeczkę też.

50 książek w 2013 to ładny wynik. Ładny i nie chcę więcej, tak mi dobrze. Jedna książka tygodniowo jest w sam raz. Jedyne, co chcę zmienić, to nie odkładać książek na po sesji, w wakacje.
Ale mamy karnawał, a to dobry czas, żeby pomyśleć o zabawach.

Na pewno zostaję przy Book-Trotterze, i to jeszcze poszerzonym o własne wędrówki.
Na pewno dalej będę czytać polskie książki, więc zostaje też Polacy nie gęsi, wersja już druga. I wciąż wszyscy pisarze będą mieli imiona na J.

Postaram się pamiętać wyzwaniu od A do Z i o Jubileuszowych lekturach, może akurat da się tak ułożyć książki, żeby pasowały.
I moje postanowienie noworoczne wciąż obowiązuje.
 
Mam ochotę jeszcze na coś nowego. Do mojego ograniczenia w kupowaniu (końca jeszcze nie widać) bardzo pasuje wyzwanie Z półki 2014, taki dodatkowy impuls. Nieprzeczytanych książek na półce mam 28 i wybieram Poziom 3 (11-15), nie ma co przesadzać.
Zapowiedziałam się też w wyzwaniu Grunt to okładka, będę szukać, chociaż styczniowe kwiaty mnie osłabiają.

No i chcę sprawniej czytać. Niekoniecznie więcej, bo jedna książka tygodniowo to w sam raz, ale sprawniej. A takie wyzwania to świetna motywacja.

Zdjęcie pochodzi ze strony weheartit.com