Pokazywanie postów oznaczonych etykietą międzyczas. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą międzyczas. Pokaż wszystkie posty

sobota, 21 czerwca 2014

Buy a Book

21 czerwca, późne popołudnie. Wrocław, plac przy katedrze świętej Marii Magdaleny. I kiermasz książek, dochód idzie na wsparcie Hospicjum dla Dzieci. Buy a Book.

I, rany, warto było pójść.

Znalazłam Księgę dżungli i Drugą księgę dżungli, wydanie sentymentalne, bo z głębokiego dzieciństwa.


I jeszcze Trzech muszkieterów, ale wydanie takie, że nic, tylko się wpatrywać. Materiałowa oprawa z wytłaczanymi trzema muszkietami na przedniej okładce, śliczne ilustracje na osobnych kartkach, a w środku niespodzianka - banknot dziesięciozłotowy z Bemem z '82.




Ślicznostki.

I jeszcze Targowisko próżności Thackeraya, bo uwielbiam Pierścień i różę. I jeszcze Żydówka z Toledo, i jeszcze mitologia Kubiaka, i jeszcze ksiądz Twardowski.

Warto było.

sobota, 31 maja 2014

Wiosny nie było

Słońce, wiosna. Książki. Ale do fizyki jądrowej, kwantowej i fal. Taka ta moja wiosna, wcale nie rozrywkowa.

Książek pięć, trzy w marcu, dwie w kwietniu, w maju ani jednej. Zdarza się i tak. Chociaż nie bardzo mi żal, bo kiedy w lipcu znowu do książek wrócę, to będzie dopiero coś.

(Ale za to wyczytałam swój wzrost i poznałam nowy kraj, i mam książkę z autografem).

Zdjęcie pochodzi ze strony weheartit.com.

niedziela, 6 kwietnia 2014

Najwiosenniejsze

Klasyki najlepiej smakują wiosną i wiosną najlepiej smakują klasyki. (Wyjątkiem jest Dumas i Austen, i jeszcze kawałek XIX wieku, których się czyta śnieżnym grudniem).
I te klasyki, co to arcydzieła, zmieniły oblicze literatury, nie wypada nie znać, i te, co to wszyscy znają, chwalą i też by się chciało.

Gdzieś na pograniczu wiosny przeczytałam Idiotę, Mistrza i Małgorzatę, Alicję w Krainie Czarów. Do matury przeczytałam Weisera Dawidka i Malowanego ptaka. Zeszłoroczny kwiecień przyniósł mi Paragraf 22, maj Emmę.
Wszystko smakowało najlepiej, jak tylko mogło.

Ta wiosna to na razie mgliste plany - w ramach Book-Trottera przyszedł mi do głowy Ulisses, ktoś już trzyma za mnie kciuki. Przyszedł mi też do głowy Rękopis znaleziony w Sagarossie, latem nigdy się nie udawało doczytać, więc może wiosną się uda.

Ale to chyba tyle. Tak wielką mam ochotę wiosną na klasyków, a nie wiem, kogo wybrać.

Zdjęcie pochodzi ze strony weheartit.com

sobota, 1 marca 2014

Tyle zimy

Co nic. Tyle zimy, co nic. I jeszcze przeszła błyskawicznie, najpierw grudzień raz-dwa, potem styczeń i luty jeszcze szybciej. Czas przyspiesza, świat idzie naprzód, nie ma innego wytłumaczenia.

Było dość polsko - Pilch, Bator, Springer. Poza tym po razie Hiszpania, Japonia, Niemcy, Anglia, Francja (dwa ostatnie to Dziwny przypadek psa nocną porą i Niebezpieczne związki, jeszcze mi ślina coś na język przyniesie).
Razem osiem. O rany. Wynik taki jaka zima.

Za to poznałam Murakamiego i Norwegian Wood zdobywa tytuł Odkrycia zimy, a i ma spore szanse na zostanie Odkryciem roku. 

Zdjęcie pochodzi z serwisu weheartit.com

niedziela, 5 stycznia 2014

MMXIV

Postanowienia noworoczne to fajna rzecz. W zeszłym roku postanowiłam nie jeść czekolady, udało się - ani grama. W tym chcę się pobawić Lekcjami Madame Chic. I książkami troszeczkę też.

50 książek w 2013 to ładny wynik. Ładny i nie chcę więcej, tak mi dobrze. Jedna książka tygodniowo jest w sam raz. Jedyne, co chcę zmienić, to nie odkładać książek na po sesji, w wakacje.
Ale mamy karnawał, a to dobry czas, żeby pomyśleć o zabawach.

Na pewno zostaję przy Book-Trotterze, i to jeszcze poszerzonym o własne wędrówki.
Na pewno dalej będę czytać polskie książki, więc zostaje też Polacy nie gęsi, wersja już druga. I wciąż wszyscy pisarze będą mieli imiona na J.

Postaram się pamiętać wyzwaniu od A do Z i o Jubileuszowych lekturach, może akurat da się tak ułożyć książki, żeby pasowały.
I moje postanowienie noworoczne wciąż obowiązuje.
 
Mam ochotę jeszcze na coś nowego. Do mojego ograniczenia w kupowaniu (końca jeszcze nie widać) bardzo pasuje wyzwanie Z półki 2014, taki dodatkowy impuls. Nieprzeczytanych książek na półce mam 28 i wybieram Poziom 3 (11-15), nie ma co przesadzać.
Zapowiedziałam się też w wyzwaniu Grunt to okładka, będę szukać, chociaż styczniowe kwiaty mnie osłabiają.

No i chcę sprawniej czytać. Niekoniecznie więcej, bo jedna książka tygodniowo to w sam raz, ale sprawniej. A takie wyzwania to świetna motywacja.

Zdjęcie pochodzi ze strony weheartit.com

czwartek, 12 grudnia 2013

Przez śniegi

Gdybym miała całą zimę dla siebie, całe święta albo chociaż trzy wieczory.
Gdybym już się wymarzła za wszystkie czasy, wyspacerowała po ogrodach swoich i miejskich, wyoddychała zimnym powietrzem.
I gdyby...

I gdyby było tuż przed wschodem słońca, ja miałabym kubek kakao i mgłę za oknem, wzięłabym Kubusia Puchatka. Albo Muminki, najlepiej te zimowe. Albo Verne'a. Którąś z tych dawnych książek dziecięcych, tak żeby wrócić na chwilę.

Gdyby było tuż po zachodzie słońca, ja miałabym kubek herbaty i duży niepokój w duszy, wzięłabym Pinokia, najpiękniejsze z możliwych wydań, historię przesmutną i przestraszną. Żeby się zachwycić i żeby się zatrzymać.

Gdyby mroźności było mi mało, wzięłabym Wiele demonów i zanurzyła się w cieszyńskich śniegach w wigilijną noc, w przecudowny język, w mój pierwszy literacki romans.

Gdybym miała ciepły, hipsterski sweter i katar, i święty spokój, wzięłabym Idiotę (znowu), wzięłabym Annę Kareninę, wzięłabym (po angielsku) Mansfield Park, wzięłabym którąś z sióstr Brontë, wzięłabym cały XIX wiek.

A gdybym miała już dość zimy - wtedy wzięłabym Mężczyznę, który tańczył tango, zanurzyła się w upał i te czasy, kiedy jeszcze tęskniłam do Ameryki Południowej i do południa w ogóle.
Bo teraz, to już tylko zima.

Zdjęcie pochodzi ze strony bagatelka00.tumblr.com

niedziela, 8 grudnia 2013

Dworzec Wrocław Główny

Były książki, były stoiska, był zachwyt nad Włosami Mamy, było zdziwienie, że studiuję fizykę, był autograf na pierwszej stronie Dziewczynko, roznieć ogieniek, który mi zdobył chłopiec, była Mama Muminków, pod której ciężarem o mało co nie urwało mi się ucho od torby, była Izabela. Było zupełnie inaczej, niż myślałam.

Trochę uległam czarowi spotkań z pisarzem, bo jednak coś jest w posłuchaniu, jak mówi o książce. A jeszcze więcej w przekonaniu się, że to typ człowieka, który tak lubię.
Trochę zdziwiłam się, że to tak wygląda, i obawiam się, że to nie kwestia organizacji, tylko moich oczekiwań.
Trochę za mało w tym było literatury, a za dużo książek, nawet jeżeli to głupio brzmi.

Podobało mi się, że dworzec, bo ciągle, ciągle mnie zachwyca. Podobało mi się, że zimą, bo zima i książki do siebie prze-pasują. Podobało mi się, że tak lekko i tylko troszeczkę, bo było mi z tym w sam raz.

Może nie będę jeździć za targami po świecie (do żadnego Krakowa, do żadnej Warszawy), bo to nie mój świat, kultu pisarza we mnie zero (może poza Pilchem) i maniakalnego kupowania książek, maniakalnej potrzeby posiadania książek właściwie też.
Za to jeżeli za rok też tu będę - znowu pójdę na Dworzec Wrocław Główny, spotkam kogoś i przyniosę coś, od czego o mało co nie urwie mi się ucho od torby.

Zdjęcie pochodzi ze strony architektura.muratorplus.pl .

niedziela, 1 grudnia 2013

Już zima

Jest grudzień, a grudzień to dla mnie zdecydowanie zima, tym bardziej, że pierwszy śnieg już spadł. To powrót do Austen w Mansfield Park, to Wrocławskie Targi Dobrych Książek z Izabelą, to ciemno i koc, i ciepło.

Ale jeszcze przed chwilą była jesień. Jeszcze przed chwilą, i co?

Wróciłam na studia, które mi mocno zakręciły w głowie i stało się tak, że przeczytałam 14 książek. O dwóch nic nie powiedziałam - o Przygodach Sherlocka Holmesa, bo to było ledwie kilka opowiadań, i o Młodszym księgowym, bo skończyłam wczoraj w nocy.

Udało mi się ani razu nie wykroczyć poza ograniczenie w kupowaniu, na półce do przeczytania mam jeszcze 25. (Co potwierdza, że znacznie łatwiej jest mi przestać coś robić, niż zacząć robić coś nowego).

Znalazłam wreszcie Weisera Dawidka w ślicznym wydaniu Znaku.

Czeskie klimaty wrzuciły link do moich kilku słów na swoją stronę i facebooka.

Upewniłam się też ostatecznie, że nie lubię grubych książek, zwyczajnie nie lubię. Tak samo jak nie lubię książek w kilku częściach ani w cyklu.

Byłam na Europejskiej Nocy Literatury, gdzie zakochałam się w Nieśmiałym Argentyńczyku Harkaitza Cano, zobaczyłam jak Jan Peszek czyta w łódce na środku basenu i trafiłam do Tajnych Kompletów.

Przywiozłam Małego Księcia po czesku (Praga) i po niemiecku (Wiedeń).

Poznałam książki z Finlandii, Libanu, Egiptu, Dominikany, Szwecji, Czech, Francji, Wielkiej Brytanii, Polski i Ameryki, z czego 5 razy były to pierwsze odwiedziny.

Z planu noworocznego przeczytałam Połamane skrzydła i Małego człowieka, a Norwegian Wood zaczyna się koło mnie kręcić.

Miła jesień.

A co dalej? Dalej w tę samą stronę. Przez cudowną zimę.

Zdjęcie pochodzi ze strony dededragomirescu.tumblr.com

wtorek, 1 października 2013

Koniec wakacji

Koniec wakacji oznacza dla mnie dwie rzeczy.
Po pierwsze wracam na studia (ukochane) i z tym wiąże się pierwszy plan - dobrze by było przeczytać jakieś książki naukowe. Najlepiej kilka. Albo chociaż jedną w semestrze. Dobrze by było.
A po drugie zaczyna mi się kolejny rok życia i z tym wiąże się drugi plan - żeby w pełni docenić cudowność tego roku chcę wynotować 365 przyjemności, po jednej na każdy dzień.

No i - mamy już porządną jesień. ©

Ach, i jeszcze - przez wakacje przeczytałam 23 książki. Ogromna ilość.

Zdjęcie pochodzi ze strony weheartit.com .

sobota, 28 września 2013

Za dużo książek

Tylko tych, co na mnie czekają - na mojej półce, smutne, wątpiące, dłużej już tak nie mogą. Więc narzuciłam sobie ograniczenie w kupowaniu nowych, ograniczenie sprawdza się już miesiąc i doczekało się formalizacji. Zrobiłam listę posiadanych książek do przeczytania, będę z niej wykreślać książki już zbawione, a jak mi się uda skrócić tę listę do rozmiarów niewielkich, zrobię sobie prezent - bardzo możliwe, że książkowy; bardzo możliwe, że wtedy zabawa zacznie się na nowo. Zobaczymy, jak to będzie.

czwartek, 19 września 2013

Książka na jesień

Najlepszą książką na jesień jest Madame; możliwe zresztą, że najlepszą książką na w ogóle, i jeżeli stworzę kiedyś swoją listę stu książek do przeczytania, to ona na pewno tam będzie.

Mniej więcej to powiedziałam Joannie, od której w zamian dostanę książkę - Krótki i niezwykły żywot Oscara Wao, napisał Junot Díaz - też książka na jesień. Dominikana, tam jeszcze nie byłam.
Joannie dziękuję, a że to moja pierwsza wygrana książka - tym mi milej.

Zdjęcie okładki pochodzi ze strony wydawnictwa Znak.

sobota, 7 września 2013

Nowy rok

Nowy rok zaczynam we wrześniu, bo we wrześniu odradza się moje ciało i myśl. No i jesienią mija mi kolejny rok mnie.

Mam misję na ten rok, misję poznawczą.


Macedonia, Liban, Czechy, Grecja, Japonia, Trynidad i Tobago.
Mały człowiek, bo mam na niego ochotę od dawna.
Połamane skrzydła, bo Prorok mnie zauroczył.
Pociągi pod specjalnym nadzorem, bo zapisałam ten tytuł na marginesie na polskim i mi do tej pory nie daje spokoju.
Lizystrata, bo fragment czytany na role narobił mi dużo ochoty.
Norwegian Wood, bo mnie kusi odkąd ustaliłam, że od tego Murakamiego zacznę.
Biała kobieta na zielonym rowerze, bo Trynidad to dla mnie kompletny abstrakt.
A jeszcze bym się na Islandię wybrała i do Izraela.

Na jesień przyjmuję też pewnego rodzaju odwyk. Na trzy przeczytane książki - jedna kupiona. Bo mi miejsca, czasu ani głowy nie starczy.