sobota, 31 maja 2014

Wiosny nie było

Słońce, wiosna. Książki. Ale do fizyki jądrowej, kwantowej i fal. Taka ta moja wiosna, wcale nie rozrywkowa.

Książek pięć, trzy w marcu, dwie w kwietniu, w maju ani jednej. Zdarza się i tak. Chociaż nie bardzo mi żal, bo kiedy w lipcu znowu do książek wrócę, to będzie dopiero coś.

(Ale za to wyczytałam swój wzrost i poznałam nowy kraj, i mam książkę z autografem).

Zdjęcie pochodzi ze strony weheartit.com.

niedziela, 25 maja 2014

Severina

Z książkami są dwa problemy - łatwo się w nich zakochać i trudno o nich pisać. Dobrych powieści o książkach pisać się nie da. Wyjątkiem jest Severina - jeżeli koniecznie upierać się, że to powieść o książkach.

Książki, owszem, są, i to na pierwszym planie. Razem ze złodziejką książek i księgarzem, któremu całkiem zawróciła w głowie. Ale można przejść obok tego, zapomnieć, i zobaczyć - ciepłą codzienność Gwatemali, magię spotkań przypadkowych, choć współczesnych, odszukiwania się w kwadratach ulic. I palącą potrzebę ucieczki, przemieszczania się, niebycia.

Nie ma tu mrocznej Gwatemali. Jest Gwatemala barwna, na 128 stron. Taka do oglądania pod światło. Taka do wspominania i do wracania. Taka do uśmiechania się, że na drugim końcu świata ludzie są tak podobni.

17 kwietnia 2014
Zdjęcie okładki pochodzi ze strony fabryka.pl .

niedziela, 27 kwietnia 2014

Ludzie Smileya

Mój pierwszy wiosenny klasyk - klasyk kryminału, pan John le Carré. Trzy lata po przeczytaniu Szpiega i kilka dni po obejrzeniu adaptacji Alfredsona (świetnej na odświeżenie pamięci).

Znowu George Smiley (już po kupieniu dowiedziałam się, że to trzecia z książek utrzymanych w tym tonie, po środku jest Jego uczniowska mość, jeszcze na mnie czeka). Więc - znowu George Smiley i znowu przerwana emerytura, ale tym razem z innego powodu i już po raz ostatni. Tym razem pozamykanie pewnych spraw Cyrku i swoich własnych, swojej największej.

Doceniłam to, co (rzecz dla mnie niezrozumiała) przeszkadzało mi w Szpiegu - niespieszna akacja, niespieszny język. Doceniłam wysiłek dla wyobraźni, jakim jest przeskok w czasie do końcówki lat siedemdziesiątych - bo dużo łatwiej jest mi wyobrazić sobie daleką przeszłość niż tą bliziutką, bo wszystko takie samo, tylko bez technologii, a ze Związkiem Radzieckim. Docenić można jeszcze dużo.

I przez te kilka dni, które od dnia przeczytania minęły, nie mogę dojść, czy to ja zmieniłam się pomiędzy Szpiegiem a Ludźmi Smileya, czy zmienił się John le Carré. Bo zmiana jest duża i zasadnicza - tam podobało mi się pierwsze pięćdziesiąt stron i zakończenie, tu cała książka. Nawet ten smutek na koniec, który się udzielił, chociaż nie chciałam.

13 kwietnia 2014
Zdjęcie okładki pochodzi ze strony wydawnictwa Sonia Draga.

niedziela, 13 kwietnia 2014

Atlas wysp odległych

Jako mała dziewczynka uwielbiałam atlasy i na szczęście udało mi się z tego nie wyrosnąć. Judith Schalansky też uwielbia, tylko że ja nie podróżuję palcem po mapie, a ona w swoich podróżach zaszła bardzo daleko - na pięćdziesiąt krańców świata.

Pięćdziesiąt wysp, na których nigdy nie byłam i nigdy nie będę.

Pięćdziesiąt wysp rozsianych po całym świecie, maleńkich jak ziarenka pieprzu. Każda z historią, wielką w skali świata albo chociaż w skali wyspy. Każda na stronę, więc tylko kilka słów, ale o dużej mocy. Prztyczek, uśmiech w stronę wyobraźni.

Atlas, więc są też mapy. Po lewej historia, po prawej mapa, każda w tej samej skali. Do tego nazwa (często w wielu wersjach), podległość, punkcik na orientacyjnym globusie, kawałek historii i odległości od miejsc, które się mniej więcej kojarzy - zobacz, jak to daleko, zobacz, jaki to koniec świata.


Wydanie, które przyprawia o dreszcze. W całej książce są tylko dwa kolory - błękit na morza i pomarańcz na wyróżnienia, oznaczenia, odnośniki. Twarda oprawa z materiałowym grzbietem, pomarańczowe brzegi stron. Z tyłu Glosariusz, za nim Indeks. Cacko, które miło się czyta i miło mieć.

8 marca 2014
Zdjęcia pochodzą ze strony wydawnictwa Dwie Siostry.

niedziela, 6 kwietnia 2014

Najwiosenniejsze

Klasyki najlepiej smakują wiosną i wiosną najlepiej smakują klasyki. (Wyjątkiem jest Dumas i Austen, i jeszcze kawałek XIX wieku, których się czyta śnieżnym grudniem).
I te klasyki, co to arcydzieła, zmieniły oblicze literatury, nie wypada nie znać, i te, co to wszyscy znają, chwalą i też by się chciało.

Gdzieś na pograniczu wiosny przeczytałam Idiotę, Mistrza i Małgorzatę, Alicję w Krainie Czarów. Do matury przeczytałam Weisera Dawidka i Malowanego ptaka. Zeszłoroczny kwiecień przyniósł mi Paragraf 22, maj Emmę.
Wszystko smakowało najlepiej, jak tylko mogło.

Ta wiosna to na razie mgliste plany - w ramach Book-Trottera przyszedł mi do głowy Ulisses, ktoś już trzyma za mnie kciuki. Przyszedł mi też do głowy Rękopis znaleziony w Sagarossie, latem nigdy się nie udawało doczytać, więc może wiosną się uda.

Ale to chyba tyle. Tak wielką mam ochotę wiosną na klasyków, a nie wiem, kogo wybrać.

Zdjęcie pochodzi ze strony weheartit.com

piątek, 28 marca 2014

Adios Muchachos

Wcale nie uważam, że lato to czas na lekkie książki. Dla mnie rok akademicki to czas na lekkie książki, bo chociaż moje studia najtrudniejsze na świecie nie są, to jednak wymagają sporo wysiłku umysłowego i na literaturę nie wystarcza go już wiele. A czasami nie wystarcza w ogóle.

W ten sposób Adios Muchachos w moich rękach. Kryminał o dziwce rowerowej z Hawany, ale kryminał mocno w stylu Chmielewskiej, i w ogóle to bardziej o dziwce niż kryminał. Akcja? 1996. Miejsce? Hawana. Trup? Tak, ale najpierw dużo seksu. A i sam trup nie taki oczywisty.

Daniel Chavarria urodził się w Urugwaju, ale żyje na Kubie i pisze bardziej jak Junot Díaz, niż jak Cortázar albo Marquez. Jakby wyspiarskość dobrze robiła pisarzom, dodawała słońca. Podobny w tym upał jak u Díaza, podobna niepowaga (chociaż tutaj już w niepoważnym temacie). Tylko efekt nieco inny.

Kryminał bez wstrzymanego oddechu, coś jak dobrze znany żart, który ciągle śmieszy (a jeżeli kogoś jednak nie, to zostają dobre opisy, obrazowe). Przyjemna historia z przyjemnym zakończeniem i kiedy odkładałam ją na półkę, było mi całkiem dobrze - można wracać, Adios Muchachos na rok akademicki jest w sam raz.

18 marca 2014
Zdjęcie okładki pochodzi ze strony wydawnictwa Muza.

wtorek, 25 marca 2014

Dziwny przypadek psa nocną porą

Zaczyna się od tego, że liczysz strony, żeby sprawdzić, czy jakieś nie wypadły i czy na pewno książka ma się zaczynać od rozdziału drugiego. Potem czytasz rozdział trzeci, a potem spotykasz piąty i już widzisz, że to są liczby pierwsze.
Cała książka jest jakaś taka.

Ten chłopiec ma Aspergera. Ma Aspergera i dlatego zawsze będą o nim mówić ten chłopiec. Bo rozumie wszystko dosłownie, nie łapie aluzji, nie rozumie nawet przenośni. Bo czasami bardzo długo milczy i nie można dojść, dlaczego. Bo bywa, że nie je i też nie rozumiesz, a nie możesz się uspokajać, że to zwykłe grymaszenie. Bo ma zasady według niego nieprzekraczalne, a które dla normalnych ludzi nie mają sensu. Tak się dorosły nie zachowuje.

Ten chłopiec ma Aspergera i dlatego ta książka to kawał dobrej roboty. Moja wiedza o Aspergerze jakaś już tam była (trochę Mary i Max (2009), a trochę znajoma), ale i tak to było odkrywanie. Zrobiłam sobie z tego podręcznik, jakiś czas później odtwarzałam sobie wszystkie sceny jeszcze raz, bo co ma zrobić człowiek, który na żywo zetknie się z zespołem Aspergera? Przecież my nic nie wiemy, ani o Aspergerze, ani o spektrum autyzmu w ogóle. Prawie nic.

Więc jeżeli tylko ta książka to prawda - to jest jedną z potrzebniejszych.

17 lutego 2014
Zdjęcie okładki pochodzi ze strony książki na portalu LubimyCzytac.pl.