Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ameryka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ameryka. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 września 2013

Lot nad kukułczym gniazdem

Lot nad kukułczym gniazdem myliłam kiedyś z Paragrafem 22, kiedyś też podczytywałam na matematyce w liceum i widziałam sanitariuszy i Wielką Oddziałową jako roboty z komiksów.

A teraz nie wiem, co powiedzieć. Często Lot... mnie nużył i ciągnął się trochę za bardzo, ale też końcówka coś mi przestawiła w głowie. I wydaje się być jedną z tych książek, które dojrzewają w człowieku i dopiero później, później pokazują, o co chodziło. Nie muszą porywać w trakcie, muszą porwać po wszystkim.

I chyba doceniam Lot nad kukułczym gniazdem - ale jestem za mało męska, żeby docenić go w pełni.

9 września 2013
Zdjęcie okładki książki pochodzi ze strony wydawnictwa Albatros.

środa, 21 sierpnia 2013

Lekcje Madame Chic

Opowieść o tym, jak z szarej myszki stałam się ikoną stylu.

Miałam nie czytać, bo nie podoba mi się tytuł i klasyfikacja, a znalazłam tu wszystko to, czego szukam w blogach modowo-urodowych - rozwianie wątpliwości i potwierdzenie przekonań; a jeszcze jest parę nowych pomysłów i przy przyjemnym języku uświadomiłam sobie kilka rzeczy.

I czytałam to jak blog, dalej, dalej i dalej, chyba dobrze się z autorką zrozumiałyśmy (poza muzyką; nie wyobrażam sobie włączać muzyki do wszystkiego, bo na muzykę są specjalne miejsca - puby i samochody).

Książka dobra jest na lato, bo i lato to dobry czas na zmiany.

20 sierpnia 2013
Zdjęcie okładki pochodzi ze strony Wydawnictwa Literackiego.

czwartek, 25 lipca 2013

Myszy i ludzie

Kiedyś zastanawiałam się, czy jest książka, której wolałabym nie czytać. Tej wolałabym nie czytać. Bo jest prosta. I bo jest dobra. A jednocześnie to dobrze, że ją przeczytałam.

Ubodła mnie. I tyle.

25 lipca 2013

niedziela, 7 lipca 2013

Tortilla Flat

Zachęcił mnie głos Adama Ferencego na placu Bema gdzieś o drugiej w nocy. Na szczęście.

Zastanawiałam się, co mi to przypomina. Tortilla Flat przypomina mi przygody Kubusia Puchatka.
Mnie się podoba, bo nie ma żadnego specjalnego znaczenia, które od razu widać, a jednocześnie zdaje się coś znaczyć. Tylko nie wiem co.
Czytam to jak opowieść o Kubusiu Puchatku, nie mogę odgonić tego porównania. Bawi mnie jakoś tak samo i uśmiechałam się do niej nawet na koniec.

Dobry początek wakacji i dobry początek Steinbecka.

7 lipca 2013

piątek, 5 lipca 2013

Alicja w krainie rzeczywistości

Skandal opisany z wyczuciem.

Nie jestem pewna, czy obchodzi mnie, jak było naprawdę. Ale dostaję tło do książek w ogóle i do Alicji.
Trochę zrozumienia, którego mi brakło, i trochę zwątpienia, że w tej książce jest coś niezwykłego.

5 lipca 2013

czwartek, 6 czerwca 2013

Kocia kołyska

Kocia kołyska to zabawa ze sznurka. Ani kota, ani kołyski.
Jeden z lepszych tytułów. I w rozumieniu nazwa, i w rozumieniu pozycja.

Nie wiedziałam, co polecać na początek Vonneguta. Kocia kołyska nadaje się w sam raz, zaraz potem Tabakiera z Bagombo.
Humor, język i zdziwienie, wszystkiego akurat.

Jeżeli o mnie chodzi - kolejne dobre spotkanie. I w końcu zrozumiałam, czym jest wampeter.

5 czerwca 2013

niedziela, 2 czerwca 2013

Powołanie trójki

Kinga potraktowałam jak dobry serial w trakcie sesji, tylko z wyższej półki. Książka niewymagająca, przyjemna, ale na poziomie.

Mój znajomy miał rację, że pozostałe tomy są inne niż pierwszy. Na pewno drugi jest inny, dużo więcej się dzieje i trochę inaczej. Wyczułam już chyba klimat i chyba zrozumiałam cały pomysł.
Wciąż mi się podoba.

1 czerwca 2013

wtorek, 30 kwietnia 2013

Paragraf 22

Że Paragraf 22 przeczytam, wiedziałam chyba od zawsze. Że mnie zachwyci, też. Ale nie wiedziałam, że tak bardzo.

Zakochałam się w humorze, zakochałam się w autorze, zakochałam się w tych wszystkich żołnierzach.

Jedyny problem miałam z tym, że za późno zorientowałam się, że tej książki nie trzeba czytać na raz. Że to, że czasami trzeba odłożyć, bo po jednym rozdziale człowiek ma dosyć, wcale nie jest wadą. Mnie wciągała, momentami bardzo. (Kończyłam w ogromnym napięciu mając naiwną nadzieję, że uda mi się zdążyć, zanim oni wszyscy umrą; trochę się udało).
Jest do podczytywania i do powrotów. Pewno wielu.

30 kwietnia 2013

sobota, 27 kwietnia 2013

Roland

King nie jest malarzem, jest tkaczem albo kowalem. I stworzył dzieło użytkowe. Dobre.

Napisane dobrym językiem, takim... prawdziwym. Życiowym i nieoderwanym. Przyjemnym.

Daje wstęp. To musi być wstęp, bo właściwie nie dzieje się nic. Nie przykuwa uwagi szczegółami, ale całością - bo oderwać się nie mogłam, przeczytałam w jeden dzień.

Mimo przejęcia miałam problem z odnalezieniem się - czasami. Ciężko mi było wyczuć klimat, zwłaszcza przy skokach czasoprzestrzennych - nie do końca do mnie trafiły (ani do mózgu, ani do serca); trochę niedowierzania, trochę zakłopotania, a trochę kpiny.

To moje pierwsze spotkanie z Kingiem - nieświadomie tej wagi. Udane, chcę więcej. Poznać tę historię i poznać inne.

27 kwietnia 2013

piątek, 29 marca 2013

Czuła jest noc

Lata dwudzieste, Paryż i Riwiera, klasa przynajmniej średnio wyższa, dobry moment na Fitzgeralda, a jakoś słów mi brakuje.

Inny świat, piękny portret i układanka. Szkielet trochę podobny do Gry w klasy - Paryż, miłość, ucieczka do domu i szpital psychiatryczny - i trochę w ten sposób mnie urzeka, też chłodnym urokiem.

Znowu mam problem z odnalezieniem czegoś więcej niż to, co widzą oczy. Tym razem jeszcze nie mam za wiele słów - za to uczuć więcej. Bez wielkiego zakochania, ale dużo zadowolenia. Odnalazłam się w tych stronach.

20 marca 2013

sobota, 16 marca 2013

Czuła jest noc

Niemniej wiedział, że ceną za brak obrażeń jest brak pełni.
"Moje dziecko - mówi Czarna Wróżka z Pierścienia i Róży Thackeraya - najlepiej ci zrobi odrobina niepowodzenia".

poniedziałek, 11 marca 2013

Czuła jest noc

- Oczywiście, że je mam - zapewniał. - Nie da się żyć bez kodeksu moralnego. Mój zasadza się na tym, że sprzeciwiam się paleniu czarownic. Ilekroć palą gdzieś czarownicę, diabli mnie biorą.

środa, 6 lutego 2013

Kobieta z piątej dzielnicy

Przeczytałam, bo ludziom, książkom i pisarzom trzeba dawać więcej niż jedną szansę.

Dobrze zaczęło dziać się po stu stronach. Po dwustu jeszcze lepiej. Po trzystu rozsądkiem musiałam się odrywać, silne wybicie się - ale krótkie. Błąd nadprzyrodzoności, później jako tako naprawiony.

Nie było dobrze. Nie było źle. Równie dobrze mogło w ogóle nie być.

5 lutego 2013

niedziela, 27 stycznia 2013

W dniu urodzin Wandy June

Sztuka w dwie godziny i kilka minut.

Miałam ją już kiedyś w ręce i odłożyłam, bo to jednak nie to. I tak powinno się to skończyć - a się nie skończyło.

Nie żałuję, bo i nie ma czego. Ale też się nie cieszę - bo i nie ma z czego. Było przyjemnie, bez większych emocji, przeczytałam coś dobrego. Dobrego - i tylko tyle.

26 stycznia 2013

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Wielki Gatsby

Aby powstrzymać się od sądzenia bliźnich, trzeba mieć ogromny zapas ufności. Do dziś pozostała mi obawa, że coś istotnego przeoczę, że coś mi się wymknie, jeśli nie będę pamiętał, iż poczucie fundamentalnych zasad przyzwoitości nie wszystkim przy urodzeniu jest równo dane.

Wielki Gatsby

Jeżeli chodzi o dopasowanie, to polega ono z grubsza na posiadaniu tych samych problemów. Nick i ja mielibyśmy duże szanse na udane małżeństwo. Wpadłam już na pierwszej stronie, odnalazłam się w jego przyciąganiu różnych stron, w działaniach i tej trochę biernej dobroci.

Dobrze poczułam się też z formą, bo chociaż dwustustronowe, to jednak opowiadanie. Nie tylko z powodu sytuacji (pociąg relacji Wrocław - Kraków) przeczytałam jednym tchem, po prostu nie było kiedy odłożyć. Wciąż czytać i czytać, naprawdę być na Long Island, rozdziały nie mają żadnego znaczenia. Czytać. I nawet kiedy tylko chciałam złapać oddech, ręka zaczynała od razu świerzbić, a wzrok uciekać w stronę Gatsby'ego.

Ma też jedną z kluczowych zalet opowiadania - nie dłuży się ani trochę. Jest zwarta, jest wartka, jest aż dożylna. Aplikacja prosto do mózgu, do serca, do duszy. A bohaterowie - osobowości nie rażą w oczy, chociaż są wyraźne.

I jak w opowiadaniu - nie widzę wielu den. Ale to dobrze. Klasyka całkowicie dostępna.

14 grudnia 2012

sobota, 20 października 2012

Sinobrody

Mam wrażenie, że Vonnegut ma pełny wpływ na swoją książkę, że jest dokładnie taka, jak on chce, że jeśli mi się nie podoba, jeśli nie jest najlepsza - to celowo. Dopracowane do bólu.

I jakby tutaj brał przepis na najlepszą książkę, ale celowo go zmieniał. Nie wiem po co, po niedosyt? Jest, i to ten najlepszy.
Mówi o sobie i mówi fikcją, to jest przepis. Mówi zbyt intensywnie, aż trzeba odpoczywać, to jest skaza. Skaza, która doskonale pasuje.

19 października 2012

niedziela, 23 września 2012

Mistrzyni gry

Początek na dwa, zakończenie na dwa plus, za to środek na sześć w koronie.

Podoba mi się akcja, podoba mi się przejęcie, podobają mi się wyzwiska cisnące się na usta podczas czytania, podoba mi się perfekcyjnie płynne przejście pomiędzy kolejnymi pokoleniami.

1 września 2011

czwartek, 23 sierpnia 2012

Wampetery, foma i granfalony

I bylibyśmy znacznie bezpieczniejsi, gdyby rząd zabrał pieniądze naukowcom i dał je astrologom oraz chiromantom. Kiedyś myślałem, że nauka nas ocali, i rzeczywiście, próbowała to zrobić. Ale nie przetrwamy kolejnego potężnego wybuchu, bez względu na to, czy będzie za czy przeciw demokracji. Przesądy są naszą ostatnią nadzieją. Jeśli chcecie stać się przyjaciółmi cywilizacji, zostańcie wrogami prawdy i entuzjastami niewinnych banialuków.
Wiem, że wydano miliony dolarów, by wykształcić tak wspaniałą grupę absolwentów, a wasi nauczyciele przede wszystkim mieli nadzieję, że gdy skończą was uczyć, nie będziecie już przesądni. Przykro mi, ale muszę im popsuć szyki. Błagam was: uwierzcie w najbardziej idiotyczny zabobon: że ludzkość jest centrum wszechświata i spełnia, bądź niweczy, największe marzenia Boga Wszechmogącego.
Jeśli potraficie w to uwierzyć i sprawicie, że inni pójdą w wasze ślady, to może jest dla nas nadzieja. Istoty ludzkie może przestaną się traktować nawzajem jak śmiecie, może zaczną się cenić i chronić. (...)
A jeśli chodzi o astrologię i chiromancję, to są dobre, bo dzięki nim człowiek nabiera chęci do życia i tryska entuzjazmem.
fragment przemówienia do absolwentów Bennington College wygłoszonego w 1970 roku

Wampetery, foma i granfalony

Nazwaliście mnie humanistą; sprawdziłem znaczenie tego słowa i odkryłem, że humanista to osoba, którą wielce zajmują ludzie. Mój pies jest humanistą, nazywa się Sandy.